UPADLI BOGOWIE

Proboszcz mówił, że Bóg tak bardzo kocha człowieka, iż ciągle przebacza mu jego grzechy. Obojętnie ile razy człowiek upada, Bóg zawsze będzie na niego czekał. Jeżeli tylko potrafimy się przyznać do swoich słabości i błędów w konfesjonale, Bóg pozwoli nam kolejny, i kolejny, i … kolejny raz odrodzić się dla Miłości.

I coś w tych słowach zaczęło mi przeszkadzać. Coś zaczęło upominać się o punkt odniesienia. Dlaczego proboszcz czy ktokolwiek inny postrzega rzeczy z Boskiej,  a nie ludzkiej, człowieczej perspektywy? Czy bardziej powinniśmy postrzegać się jako „stworzeni no obraz i podobieństwo” Boga, czy może bardziej jako bracia tego, który przyszedł odkupić nasze winy jako Bóg-Człowiek.

Jeżeli jesteśmy jako bogowie, bo uczynieni na Jego obraz i podobieństwo, to każdy grzech jest naszą tragedią i przekleństwem wolnej woli, a zarazem jakimś wyrazem niedoskonałości Stwórcy.  Nasze upadki bolą bólem własnych ran, a wybaczenie… może jest trochę usprawiedliwieniem.

Jeżeli jesteśmy tylko grzesznymi potomkami Adama i Ewy, grzesznymi braćmi w Panu, to każda wizyta w konfesjonale jest naszym zwycięstwem … Pokonujemy nie tylko nasze słabości , ale przede wszystkim strach…  i to nie przed Bogiem (wierzymy w jego przebaczającą miłość), ale przed człowiekiem siedzącym w konfesjonale, bo on jest tylko naszym bratem, ale bratem dzierżącym władzę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *